Trochę mnie nie było, ale wracam w dobrej formie i piszę z "grubej rury".


 


Kilka lat temu miałem przyjemność bardzo aktywnie uczestniczyć w imprezie organizowanej u dss (największa fanka mojego bloga), która odbyła się ku czci naszego wspólnego kolegi W. Nieopatrznie zjawiłem się jako jeden z pierwszych gości, a że wino już krążyło w mym krwiobiegu nie zamierzałem drastycznie zmniejszać jego poziomu. Ponieważ impreza była w stylu rosyjskim, więc był kawior i wino musujące oraz zupa rybna (ucha, albo jakoś tak ;) i wódka (dobrze zmrożona). Towarzystwo bawiło się przednio i wraz ze wzrostem ochoty coraz to nowe trunki pojawiały się na stole.


 


Aż nadszedł czas na Absynt, czyli tytułową Zieloną Wróżkę. Jako jeden z pierwszych miałem możliwość zmierzenia się z tym 70% alkoholem.


 


Sposób przygotowania absyntu jest następujący:


- do kieliszka wlewamy pewną ilość Wróżki


- na specjalnej, dziurawej łyżeczce kładziemy kostkę cukru


- kostkę cukru polewamy wodą mineralną, żeby jego słodycz zrównoważyła gorycz piołunu.


- mieszamy absynt z roztworem wodno - cukrowym


- wlewamy małymi łykami przez otwór gębowy.


 


Można podpalić kostkę cukru, tak żeby się skarmwlizował, ale to jak zawsze szkoła otwocka ;)


 


Powiem tak, smak bardzo sympatyczny a skutki.przez dwie minuty rozjaśniło mi tak umysł, że podjąłem jedyną słuszną decyzję o jak najszybszej ewakuacji z imprezy. Pamiętam, że idę w kierunku taksówki a potem. musiałem się teleportować, bo nic z tej podróży nie pamiętam.


 


W najbliższym czasie zmierzę się znów z Panią Wróżką, ale bez innych składników (jak wino, bąbelki, czy wódka) i zdam relację z tego doświadczenia.


 


Na Zdrowie!