Do dnia wczorajszego Cortez kojarzył mi się tylko i wyłącznie z hiszpańskim konkwistadorem o wdzięcznym imieniu Fernando (Hernan, Hernando), który zasłynął podbiciem imperium Azteków, przy pomocy kilkuset zbrojnych i koni.


Był to zdolny strateg, dowódca i polityk, ale nieobce były mu chciwość i pazerność na skarby. Aztekowie uważali go za boga.a zszedł z tego świata w niełasce swojego króla i zapomnieniu.


Co mnie tak wzięło na wspominki o Cortezie.?


Otóż miałem wczoraj bardzo bliskie spotkania z czekoladami polskiej firmy Cortez. Są to wspaniałe dzieła sztuki z naturalnych składników o następujących kompozycjach smakowych:


- ciemna z solą morską i papryczkami chilli


- mleczna z zielonym pieprzem, malinami i sproszkowanymi cytrynami


- mleczna z jabłkami i wiśniami


- mleczna z ananasem i rozmarynem


- mleczna z orzechami laskowymi i migdałami


Prawda, że część połączeń smakowych brzmi oryginalnie, ba! Wręcz ryzykancko!


Powiem tak, każda - jeszcze raz KAŻDA z nich jest boska, wspaniała, rewelacyjna, niepowtarzalna, genialna i najzwyczajniej w świecie PRZEPYSZNA!


Skala Budza miała się tyczyć tylko wina, ale z wielką radością i entuzjazmem daję każdej z nich * * * * * * i dodatkowo !


Czekam na kolejne smaki i wiem jedno już się od nich uzależniłem i nie zamierzam z tego nałogu wychodzić (tak jak i z winiarskiego).


Kto chce spróbować zapraszam do Dominusa na Wielicką w Warszawie.


Smacznego i na zdrowie!


ps. endorfinki już działają a ta z chilli isolą morską plus pieprzny Shiraz (sziraz) z Australiicuda oj cuda się dzieją :)