Kolejne z moich miejsc, poznane niedawno :) Właścicielka twierdzi, że jeden z portali gastronomicznych z niewiadomych powodów nie zamieszcza pozytywnych opinii na temat jej restauracji na swoich łamach. Sprawdziłem, ma rację w 100%, mojej stonowanej opinii, która na prawdę jest o niebo bardziej entuzjastyczna, również nie zamieścili ;) no cóż co się odwlecze to nie.ja byłem zachwycony, czemu daje świadectwo poniższy tekst.


 


Na długi weekend wyrwałem się ze znajomymi na wyspę Wolin do naszych przyjaciół, ponieważ nie jestem jednostką stworzoną do spacerowania po deptaku w Międzyzdrojach zaproponowałem odwiedzenie jakiejś restauracji w Szczecinie, gdzie mieliśmy oglądać pokaz sztucznych ogni. Postanowiliśmy skorzystać z portalu gastronauci.pl po czym wybraliśmy lokal Z drugiej strony lustra, gdyż jeden z komentarzy mówił o spokojnym i cichym miejscu z delikatną muzyką i małym ruchem. To co mnie zaciekawiło w ocenach to olbrzymi rozrzut w części dotyczącej jakość/ceny, od jednej do trzech gwiazdek. Lubię wyzwania, dlatego udaliśmy się tam w celu organoleptycznego sprawdzenia wszystkiego na miejscu.


 


Przyjechałem taksówką co okazało się świetnym posunięciem, gdyż pod lokalem możliwość zaparkowania jest dość ograniczona o czym przekonali się moi znajomi dojeżdżając autem.


 


Pierwszą rzeczą, która od razu rzuca się w oczy to wystrój miejsca. Widać, że zaplanowano wszystko z głową jako kompletny koncept, nie ma przypadku w doborze kolorów, materiałów, dodatków i rozkładu mebli. Zamówiłem wodę mineralną dla przepłukania gardła i udałem się na przeszpiegi.


Osobiście mam zwyczaj sprawdzania jakości restauracji przez wizytę w toalecie, gdyż bardzo często są one piętą Achillesową wielu lokali. Biorąc pod uwagę co zastałem na sali moje oczekiwania automatycznie były wysokie. Nie zawiodłem się zupełnie, toaleta na poziomie głównej sali jest przepiękna, czysta i pachnąca.


Dojechali znajomi i wybraliśmy kilka przystawek : matyjasy były rewelacyjne, rozpływały się w ustach ( a śledzie nie są moim ulubionym daniem ), vitello tonato z sosem tuńczykowo kaparowym – bajka, carpaccio z surowego łososia bez zaskoczeń ale smaczne i pachnące.


Zupę jak na złość wszyscy wybrali tą samą – chłodnik i był to bardzo dobry wybór.


Dania główne – makaron własnej produkcji z borowikami – kucharz osiągnął tu mój ulubiony stan konsystencji grzybów – jędrne i nie rozgotowane.


Ryba dnia, banalna flądra z sosem kaparowo cytrynowym przekonała mnie, że można tą rybę polubić, ba nawet innych do niej namawiać.


Polędwica wołowa – kolejne zaskoczenie, bo nareszcie dostałem ją półkrwistą, jak z podręcznika.


Stek z cielęciny i dopełniająca jego smak fasolka z boczkiem, namawiam do oceny bo jest warty grzechu.


Deska polskich serów zagrodowych dopełniła mojego zadowolenia.


Acha i jeszcze creme brule – podają go w większości restauracji i bardzo często jest to totalna porażka a tu niespodzianka, nawet wanilia prawdziwa na samym dnie.


Kulinarnie super sprawa, wszystko świeże i smaczne, część połączeń smakowych zaskakująca, ale świetnie dobrana i komponująca się w logiczną całość.


 


Jestem mile zaskoczony kartą win, jej przejrzystością i podziałem na trzy grupy cenowe. Często jest tak, że idąc do restauracji mamy założony budżet i łatwiej w takiej karcie się połapać niż przeglądać inna z 450 tytułami, gdzie przy trzeciej stronie pić się odechciewa.


Karty podawane są jednocześnie, więc nie wzbudzimy zawiści sąsiadów ze stolika obok zamawiając drogie wino lub pobłażania, gdy kupimy tańsze od nich.


 


Teraz kilka słów o obsłudze: uwielbiam, gdy ludzie tworząc coś angażują się całym sobą i wykonują swoją pracę z pasją i troską o jakość potraw, obsługi i nawiązaniu kontaktu z klientem. Pani Iwona będąc jednocześnie właścicielką i szefem kuchni zna każdą potrawą od podszewki i potrafi o niej ciekawie opowiedzieć, co mnie niesłychanie ujęło, gdyż moja ciekawość tajemnic gastronomii jest duża i w większości przypadków niezaspokojona.